Nie ma siły,ale musi poodkurzać...

   \[#.#]/
Będzie narzekanko... W środę rozpoczęłam plener jesienny, kończę we wtorek, minimum to trzy obrazy format 50x70 i 10 szkiców A4... mam już większość, to znaczy brakuje mi jednego obrazu i dwóch szkiców... w piąteczek padało i trzeba było malować w pracowni. Oczywiście tak nędzne minimum mnie nie zadowoli i w ramach utrudniania sobie życia pokuszę się o więcej. Czwarty dzień stoję przy sztaludze, bolą mnie plecy, mam nieuleczalny atak kataru i nikt nie chce zrobić mi herbatki...Buuuu!
   Dzisiaj jest dzisiaj. Wstałam o dziewiątej, ale obudziłam się o szóstej, nie wiem co przez ten czas robiłam, bo chyba raczej nie spałam, skoro teraz czuje się jakbym przez miesiąc mieszkała w walizce, jak tylko się poruszę słychać głośne skrzypienie... chyba się sypię, poszukam kleju, albo coś.
   Dobra idę zrobić sobie herbatkę, bo paluszki przymarzły mi do klawiatury, a muszę jeszcze poodkurzać.
    "Nie mam siły, nie chce mi się" nie wchodzi w grę, stawka jest wysoka, tu chodzi o wieczne potępienie na dnie szafy z deskami, które można użyć jeszcze raz do malowania, lub chwałę w panteonie sław, wywieszonych dumnie na ścianie szkolnej pracowni, bądź, jeszcze lepiej: na wystawie po plenerowej.
   Jak skończy się ta przygoda? Czy wygraliśmy tę wojnę? -Jeszce nie wiem, na razie czeka mnie bitwa z odkurzaczem. Do zobaczenia wkrótce!
 /[O.o]/


Komentarze

Prześlij komentarz